KOMENTARZ. Pamiętam ten dzień, tak jakby to było wczoraj. A było to prawie dziesięć lat temu. Pierwszy raz usłyszałam „Child In Time” Deep Purple. Długa, prawie trzynastominutowa, wersja tego numeru z płyty „Made In Japan” sprawiła, że płakałam jak dziecko. Płakałam z żalu, że nie urodziłam się w połowie lat pięćdziesiątych i w 1972 roku i nie mogłam być nastolatką w tłumie tych ludzi, którym dane było słuchać „Purpli” na żywo w czasie ich największego rozkwitu. I płakałam z radości, że utwór sprzed trzydziestu lat wciąż potrafi rozedrzeć serce nastolatce - pisze Harry Haller.